Tu znajdziesz odpowiedzi na często zadawane mi pytania.

Jak udaje Ci się napisać kilka książek rocznie?

Tu zachodzi pewna zależność, która wiele wyjaśnia. Są autorzy, którzy piszą, nazwijmy to, hobbystycznie. Wstają rano, idą do „normalnej” roboty, wracają umęczeni po dziesięciu godzinach, muszą zająć się dziećmi, domem, a gdy w końcu mają tę chwilę dla siebie, o 21-szej uruchamiają Worda i ostatkiem sił próbują wykrzesać z siebie resztki kreatywności i napisać choć stronę albo dwie powieści. Oczywiście najpierw muszą się wdrożyć – przeczytać to, co ostatnio napisali, zebrać myśli i w końcu ubrać je w składne zdania (a to po całym dniu nie jest łatwe). Raptem robi się godzina 23-cia, trzeba iść spać, by rano znów iść do „roboty”. Nie dziwię się, że przy takim trybie pisania powieść powstaje przez rok, albo i dwa – a co więcej, to wcale nie oznacza, że jest dobra (była w końcu pisana na oparach kreatywności). Nawet jeśli ktoś wyda taką powieść, to jej sprzedaż może iść marnie (autor, który nie ma ugruntowanej pozycji, a wydaje rzadko, nie zapisze się w świadomości Czytelników). Słowem – wynagrodzenie ze sprzedaży książki będzie dla takiego autora prawdopodobnie jedynie symboliczne (i autor nadal będzie musiał wstawać rano do „normalnej” roboty, by mieć za co żyć). Są też autorzy, którzy wstają, gdy się wyśpią, niespiesznie piją poranną kawę, idą na spacer z psem na pobliskie łąki, gdzie mogą przewietrzyć głowę i spokojnie ułożyć sobie plan pisania na dany dzień. Po powrocie do domu uruchamiają Worda i z rześkim umysłem zaczynają płynąć… Tak naprawdę ogranicza ich tylko to, jak szybko potrafią pisać na klawiaturze. Nim się obejrzą, robi się godzina 17-ta. Wyłączają komputer, na którym zapisali dobrych kilka/kilkanaście stron. Przy tym trybie pracy są w stanie w ciągu dwóch-trzech miesięcy napisać solidnych rozmiarów powieść. Co za tym idzie – wydają często, jako rozpoznawalni autorzy sprzedają się nieźle, a zyski ze sprzedaży pozwalają im na to, by mogli wstawać, gdy się wyśpią… To tak w dużym uproszczeniu, oczywiście. I tak, mam ten komfort, że jestem w tej drugiej grupie autorów i niech to będzie odpowiedź na powyższe pytanie.

Czy piszesz kryminały i thrillery, bo zapanowała na nie moda?

Moda na kryminały (a tym bardziej na polskie kryminały) niewątpliwie pomogła mi zaistnieć jako autorowi, ale nigdy mnie nie kształtowała. Moja twórczość ma źródło we mnie, a nie w zestawieniach aktualnych trendów. To ja zapraszam Czytelników do mojego świata. Wiem, że nie wszystkim się on spodoba i nie każdy ze mną pozostanie na dłużej. Nie wyobrażam sobie jednak naginać się do czegoś, czego nie czuję, tylko dlatego, żeby dotrzeć do szerszej grupy Czytelników albo lepiej się „sprzedawać”.

W jakiej kolejności czytać Twoje książki?

„Decyzja”, „Dom”, „Zaginiona”, „Skóra”, „Wybrany”, „Wybór” i „Zakon” to oddzielne, niezależne powieści, zatem możesz je czytać w dowolnej kolejności.

„Zwierz” i „Kuśnierz” to kolejne części składające się na cykl „Mikun”.

„Łowca” i „Sidła” to kolejne części składające się na cykl o komisarzu Sikorze i jego partnerze Bieleckim.

Jakie książki czytasz? Czy się nimi inspirujesz?

Kiedyś czytałem bardzo dużo – wychowałem się na powieściach Stephena Kinga, Grahama Mastertona, Deana Koontza. Odkąd jednak sam zacząłem pisać, czytanie innych przestało mi sprawiać taką frajdę jak dawniej. Zasiadając do lektury czuję się jak stolarz w sklepie meblowym, który zamiast wybrać komodę pasującą do wnętrza, skupia się na jej konstrukcji, użytych materiałach i technikach łączenia elementów. Podobnie sięgając po powieść innego autora nie potrafię czerpać pełnej przyjemności z lektury, za to chcąc nie chcąc analizuję jej budowę, myślę o tym, jak ja bym poprowadził dany wątek, co bym zmienił. Kiedy do głowy wpadnie mi pomysł na nową powieść, to absolutnie nie sięgam po pozycje poruszające podobny motyw – właśnie dlatego, aby się nimi nie sugerować. Co ciekawe, moi Czytelnicy często mówią, że piszę podobnie jak Chris Carter albo Max Czornyj – ja tymczasem nie znam twórczości żadnego z tych autorów i nigdy nie wzorowałem się na ich utworach. Moje powieści są całkowicie „moje” – ich fabuły powstają i rozwijają się w mojej głowie.

Czy masz w wydawnictwach deadliny / terminy na oddanie kolejnych powieści?

Nie wyobrażam sobie pisania pod presją czasu (i moi Wydawcy doskonale o tym wiedzą). Cenię sobie przede wszystkim niezależność i swobodę. Taki spokój psychiczny pozwala mi płynnie pisać. Dzisiaj piszę powieść, która będzie wydana mniej więcej za rok. To oczywiste, że ustalam z wydawcami plany wydawnicze, ale niczego nie piszę w pośpiechu, bo zawsze mam ze dwie gotowe powieści w zapasie, które czekają na ostateczne prace redakcyjne i wydanie. Niektórzy Czytelnicy zaskoczeni częstymi premierami kolejnych powieści sądzą, że autorzy rozpoczynają prace nad kolejną powieścią w dniu premiery poprzedniej (i dziwią się jak to możliwe, by w ciągu trzech miesięcy napisać, zredagować i wydać nową powieść?). Zapewniam jednak, że proces wydawniczy jest znacznie bardziej rozłożony w czasie!

Czy będziesz brać udział w spotkaniach autorskich?

W najbliższym czasie nie planuję spotkań autorskich – zawodowo jestem prywatnym detektywem i dlatego nie ujawniam publicznie mojego wizerunku. Ale muszę przyznać, że możliwość bezpośredniej rozmowy z moimi Czytelnikami strasznie mnie kusi i jestem przekonany, że prędzej czy później zdecyduję się na udział w takich spotkaniach.

Czy mogę zamówić książkę z imienną dedykacją i autografem?

Jasne, że tak! Tu znajdziesz więcej informacji.